Wspólny czas | Języki miłości cz.3

Czas jest dziś dobrem deficytowym. Kogo nie zapytasz – nie ma czasu, brakuje mu czasu, chciałby znaleźć czas, żyje w niedoczasie. Doba trwała dokładnie tyle samo dla starożytnych, nowożytnych, co dla nas. Co się zmieniło? Odczuwanie, sposób przeżywania czasu przez człowieka. Technika pchnęła świat niewyobrażalnie do przodu, dając nam szeroki wachlarz możliwości rozwoju. Codziennie odbieramy tyle bodźców, ile prawdopodobnie człowiek średniowiecza w ciągu życia.

 

Ekonomia czasu czyli sześciokąt

 

W pewnym momencie wspólnego życia każde z nas – ja i mój mąż – spytaliśmy siebie samych i siebie na wzajem o priorytety. Życie w dużym mieście było dla nas obciążające – rano wybiegaliśmy do pracy, godzinami czekaliśmy na siebie. Gdy pojawiły się dzieci, stało się to nie do zniesienia. Czas gonił nas, a my próbowaliśmy złapać go za piętę. Postanowiliśmy poszukać innego miejsca do życia, które wesprze drzemiący w nas ideał. Wybór padł na małe miasteczko w dolnośląskim lub… wioskę w zachodniej Norwegii. Dobrze czy nie, wybraliśmy to drugie, ciekawi możliwości ekonomicznych, pracy i innej kultury.

Żyjemy spokojnie, można powiedzieć modnie slow. Wybraliśmy stary dom, który mieści się pośrodku naszej miejscowości, o kilka minut zaledwie do każdego miejsca, w którym na codzień być musimy – pracy, szkoły, przedszkola, sklepu, znajomych. O dynamice dnia decydują w pierwszej kolejności nasze relacje – sześciokąt zwany szczęściokątem. Czas, tak jak ziarna w klepsydrze, odmierza tylko odległość od jednej aktywności do drugiej. Każdy z nas w swoim rytmie codziennie wychodzi w świat i z niego powraca do domu, do siebie nawzajem. Dzieci zaczynają mieć swoje przestrzenie – miejsca, ludzi, zainteresowania. Mężczyzna ma pracę i pasję w jednym. Moje życie toczy się w rodzinie, ostatnio intensywniej w pracy, w której mogę poznawać i zaopiekować małe szczęścia uśmiechające się do mnie w kaloszach znad kałuży. I czytać im książki.

Trochę i aż tyle. Wystarczy, by codziennie wprawiać się w dawaniu siebie innym. Robieniu im miejsca w przestrzeni swojego czasu. Bo o to chodzi w tym rodzaju języka miłości.

 

Czy czas jest linią, czy kołem

 

Dajemy swój czas innym w prostych rzeczach. Już trzy nasze córki są szkolnymi dziewczynkami. Wpadają do domu ze szkoły wczesnym popołudniem, gdy pracuję, Tata jest blisko nich. Jedna przez drugą sadowią się na kolanach lub przy kuchennym stole w oczekiwaniu na ciepły posiłek i kakao, bo tak już zimno na dworze. Każda z nich potrzebuje teraz czasu dla siebie, by wśród lalek – przyjaciółek, książek, notesów i kredek czy bajek odnaleźć wyciszenie.  Po południu odbieram najmłodszą – Julię z jednej z grup przedszkola, w którym pracuję i razem idziemy do domu. Na nogach mamy całe pięć, a jak się zapatrzy na graczy na boisku – siedem minut.

Wchodzimy do domu, wita nas chórek. Mówią jedna przez drugą, że ta nowa zabawa slåball /baseball/ to strasznie nudna, trudna i nie dość, że trzeba trafić, to i biegać… A Laurze koledzy zabrali plecak by schować w krzakach, a to było tak niesprawiedliwe, że chłopcy zasłużyli na rozmowę z panią dyrektor…. I że kot Feliks po drodze ze szkoły je przestraszył, ale weszły na skałę, przeczekały i dlatego dziś zmarzły. Dbam tylko o to, by żadna nie zdominowała opowieści i aby słuchały tej mówiącej. A zegar odmierza swój bieg ledwie słyszalnym cykaniem. Robimy razem obiad, nakrywamy do stołu i choć coraz częściej ktoś ma ochotę się alienować i jeść w samotności, staramy się razem. W ciągu tygodnia czasem uda nam się poczekać na męża, czasem nie. W soboty i niedziele wspólnie siadamy do stołu. I celebrujemy.

Wychowanie dzieci to proces nielinearny. Jeśli dziecko nie otrzyma czegoś od rodzica na jednym etapie rozwoju, upomni się o to samo, często w zdeterminowanej formie, na innym etapie. Czas w wychowaniu zatacza według mnie koło wiele razy, aż linia życia dziecka przekroczy próg Twojego domu… To daje nam – rodzicom, wiele możliwości do obserwacji, pracy i refleksji.

 

Relacja ja – dziecko czyli zespół naczyń połączonych

 

W ciągu tygodnia nasze dzieci mają zajęcia dodatkowe, które same wybrały: jedna -pianino, dwie – drill /marżonetki/, jedna – taniec, dwie – piłkę nożną. Kiedyś napiszę o każdym z nich, dziś spojrzę na te aktywności w kontekście czasu.

Wcześniej żyłam wiecznie sfrustrowana tym, gdzie jeszcze trzeba zdążyć, jak zaspokoić  indywidualne potrzeby każdego dziecka. W ciągu ostatnich dwóch lat wiele się zmieniło. Przede wszystkim przyznałam, że nie muszę organizować wszystkiego sama i zaczęłam dzielić się obowiązkami z mężem i dziećmi. Piłkę nożną organizują sobie same na pobliskim stadionie, dwie minuty od domu. Dowożeniem na pozostałe zajęcia dzielimy się między sobą i z innymi rodzicami. I jest super. Odkryliśmy, że dobro pod tytułem czas dedykowany tylko jednemu dziecku jest możliwy w zwyczajnych okolicznościach. Staramy się go celebrować – na przykład – wtorek jest dla Tereski. Wymykamy się z domu za osiem piąta, często mijając w progu tatę wracającego z pracy.  W samochodzie opowiada mi o tym, co wydarzyło się w szkole. To ona chce, bym została w pokoju podczas lekcji gry na pianinie. Lubi wiedzieć, że jestem tuż za plecami i słucham. Zachwyca mnie swoją wrażliwością muzyczną, uwagą i zdolnością uczenia się w swoim własnym tempie. Wspólne wieczorne zakupy kończą się niemal zawsze gałką lodów o smaku czekoladowym.

 

Czy wynika to z osobowości naszych dzieci, czy z życia w dużej rodzinie – każde z nich jest bardzo wrażliwe na ten język miłości – czas wspólny.

Pytają tu: widzisz mnie, naprawdę mnie i kochasz taką, jaka jestem?

 

Zdarza się, że gdy długo robimy coś razem, ktoś daje sygnał do odwrotu, komunikuje potrzebę większej zażyłości. A ostatnio nie pokibicowaliście mi na meczu lub czy możemy pojechać na drilladę tylko we dwie i spędzić tam cały dzień? – pyta Marysia, wpatrując we mnie brązowe migdały. A kiedy moja kolej iść do dentysty? – zaczepnie zagaduje Antonina, biorąc się pod boki i nie da mi odejść bez odpowiedzi. Od słów: A pamiętacie, jak tata wziął mnie na wyprawę do Polski i byliśmy tylko my dwoje, razem? – zaczyna się u nas w domu wiele historii. Istotna jest bliskość i pewność dziecka, że jest możliwa przestrzeń relacji ja – mama lub ja – tata.

Słuchamy i słyszymy je. A one to wiedzą. I uczymy je słuchać siebie nawzajem. Jesteśmy przecież zespołem naczyń połączonych. To jest trudne i powoduje wiele napięć, ale uczymy się obsługiwać tę maszynę. Lubimy spędzać czas razem, bez kupowania ich obecności, uwagi prezentami i atrakcjami, w głupawce śmiechu, w utuleniu krzyku, w zabawie w teatrzyk zrobionymi wspólnie papierowymi lalkami, w smutku, bo ktoś zawiódł czyjąś nadzieję, w zapinanej w pośpiechu kurtce o poranku, w płaczu zmęczonego malucha przed zaśnięciem. Wśród osób, z którymi czujemy się tak, jak we własnej skórze. Blisko.

 

Relacja Ja – On czyli ósemka

 

Całe życie uczymy się kochać. Dla pary wydarza się to spotkaniu wybranym, oblubieńczym. Wierzę, że tak, jak ludzie wcześniej, i nam będzie dane na to całe życie. By kochać się więcej, czulej, ogarniać Ciebie kawałek po kawałku – od tego co nas w sobie zachwyciło w pierwszym spotkaniu, przez to, co zdumiewa lub drażni, to tych przestrzeni, co jeszcze przed nami nie odkryte czekają. Ósemka czyli nieskończoność.

Jak to wygląda w praktyce po 12 latach małżeństwa, spytasz? Czasem to spojrzenie, które wymieniamy ponad główkami dzieci, które gadać przestać nie mogą. Innym razem – czytając dla siebie na głos, układając plan wakacji we dwoje, uciekając w przerwie na lunch, by złapać oddech na szczycie miejscowej góry Siggjo. Kochamy sobotnie i niedzielne poranki, gdy cudem znajdujemy czas na pięciominutową kawę między słowami. Z tego ”razem” wypływa zrozumienie dla wszystkich innych razem naszego świata.

Nie musimy być idealni. Jesteśmy wystarczająco dobrzy. I nam też pośród spraw dnia codziennego umyka wiele ważnych sygnałów. Wierzę jednak, iż da się przeżywać życie we dwoje jako niekończącą się przygodę, a nie wyłącznie jako przyzwyczajenie. Wiemy, że nie jesteśmy razem po to, by wypełniać pustkę drugiego czy realizować jego marzenia i potrzeby. Jesteśmy swoimi ludźmi w świecie, bliskimi w drodze, istotami, które współdzielą każdą czułość, intensywność i trud życia. Mądra kobieta powiedziała mi kiedyś, że liczy się to, by przeważała w nas suma dobrych doświadczeń.

 

Relacja Ja – Ja czyli tkanina

 

Czym jest moje ja, z czego jest utkane? Moje ja jest Obecnością. Konkretnym bytem w czasie i przestrzeni. Drugi raz tego samego bytu w tej samej chwili i miejscu nie będzie. Ja siebie samego drugi raz identycznie nie doświadczę.

Więź ze sobą samym to najważniejsza ludzka relacja, wewnątrz której żyjemy. Z niej wychodzą wszystkie inne. Jak nici tkaniny o skomplikowanym ściegu wychodzą od pierwszego zaczerpniętego oczka.

Pytanie – czy ja jestem dla siebie tak istotny, by dać sobie czas? Godziny, miesiące, lata na odpoczynek, pracę, dojrzewanie, wzrost. Czas, którego sobie nie dasz – nie wróci. Potrzeba pozostanie niezaspokojona. Będziesz w niedoczasie w pominiętym aspekcie swojego życia. Dotyczy to każdego z nas, ponieważ nie jesteśmy ideałami, tylko żyjącymi ludźmi.

W spotkaniu ze sobą w ciszy, w obliczu piękna wydarzają nam się wielkie rzeczy. To tu rodzi się poznanie głębi, poznanie, które nas przekracza i stanowi.

 

 

***

 

Ja jestem

utkany jestem z Ciebie

nic innego dziury w mym sercu

nie zasklepi, nie załata

na moje pytanie nie odpowie

drżenia nie utuli

mądrość tego świata

choćby była największa

takiego siebie daję

jakiego Ciebie poznaję

takiego Ciebie widzę

jakim sam być się nie zawstydzę

 

Rubbestadneset, 03.11.2019

 

Ostatnie teksty z cyklu Języki miłości, według klasyfikacji Gary’ego Chapmana i w moim ujęciu, to słowabliskość, kontakt fizyczny.

O kolejnym z języków miłości – „Zrobię to dla Ciebie” czyli działaniu – przeczytasz za tydzień.

  • Janusz
    Listopad 3, 2019

    Bardzo mądry i bardzo osobisty tekst. Dziękuję, że się nim podzieliłaś.

    • Olga Bartnik
      Listopad 5, 2019

      Dziękuję Ci ślicznie, Januszu. Tak się cieszę, że trafił do Ciebie. Pozdrawiam serdecznie:) Olga

  • Monika G
    Listopad 7, 2019

    Olga! Ty koniecznie zmień ten krótki opis ciebie, który pojawia sie pod postem. Tam masz złą kolejność.
    Powinno być:
    Jestem SOBĄ, żoną, matką…
    Po przeczytaniu tego postu, to aż razi w oczy… A slowa twoje… Jeszcze o nich myślę i podejrzewam, że predko nie przestane.

    • Olga Bartnik
      Listopad 7, 2019

      ojoj, przejrzę opis raz jeszcze:))))) bo nie do końca wiem, o co Ci chodzi. nie przestawaj, kochana, myślenie to klucz naszej pracy… za kilka dni tekst o wysoce wrażliwych, więc zapraszam cię. Uścisk z całych sił. Olga

  • Alex
    Listopad 10, 2019

    W tym momencie malzonkowie osob, ktorych jezykiem milosci jest wspolny czas, moga byc nieco przerazeni. Czy odtad wszystkie wspolne chwile beda spedzac, wpatrujac sie czule we wspolmalzonka? Czy resztki wolnego czasu, jakie pozostaja po uporaniu sie z obowiazkami zawodowymi, rodzicielskimi i domowymi beda spedzac na randkach? (swoja droga w czasach chodzenia ze soba i narzeczenskich daliby sie pewnie za to pokroic).

    • Olga Bartnik
      Listopad 10, 2019

      Alex, dziękuję za komentarz, super, że przeczytałeś i go zostawiłeś 🙂 Nie znalazłam jednak w moim tekście takiej myśli finalnej, o której piszesz. Pisałam raczej o tym co dla mnie, w różnych wymiarach życia rodzinnego – małżeństwie, rodzicielstwie, przyjaźni z samą sobą – oznacza ten język miłości. A z drugiej strony, czym małżonkowie „ze stażem” mieliby być przerażeni? co jest przerażającego we wracaniu do siebie i patrzeniu sobie wzajemnie w oczy? czy to dziś już taki banał jest? Wiem tylko, że nie dla mnie. Ślę pozdrowienia:) Olga

  • Sebastian
    Listopad 21, 2019

    5 jezykow milosci, czas we dwoje, Gary Chapman, jezyki milosci, komunikacja, randki, sluchanie, wspolny czas, wyzwanie nr 8, zbiornik emocjonalny Zauwazylismy, ze wiekszosc naszych czytelnikow to kobiety (oczywiscie sa tez panowie, zreszta bardzo sie cieszymy z kazdego czytelnika). Jak stwierdzil moj maz „Trudno sie dziwic, przeciez Ty piszesz teksty. A skoro pisze kobieta, kobiety to czytaja” (on sam mowi, ze nie ma powolania do pisania, za to przygotowal dla Was wczoraj nowa odslone strony, ktora wydaje nam sie bardziej czytelna). Jednak mysle, ze wynika to z tego, ze to zazwyczaj kobiety widza wieksza potrzebe pracy nad relacja. Dla wiekszosci kobiet jakosc relacji (z roznymi osobami) jest miernikiem ich zyciowego zadowolenia, moze dlatego nieustannie chca je ulepszac.

    • Olga Bartnik
      Listopad 21, 2019

      Dzień dobry Sebastianie, dziękuję za komentarz. Dodam tylko, że postrzegam relacje jako byty dynamiczne, nie statyczne, a moje doświadczenie mówi mi, że osoby głębokie i wrażliwe pragną głębokich relacji, niezależnie od płci. Co do czytelników, to – jak pokazują powyższe komentarze- moje teksty czytają nie tylko kobiety:) Serdecznie zapraszam, Olga

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *