Mury i mosty | Miniatura

Czekała na niego na przystanku przy ulicy Bocznej biegnącej na most zakochanych. Patrzyła na księżyc, który zatapiając ramiona w pierzastej chmurze wyglądał zupełnie jak ogromna kłódka, podobna do wielu wiszących na okratowanych przęsłach mostu. W każdej z nich bezpiecznie spała wieczna miłość dwojga szaleńców, którzy ufnie  powierzyli ją pieczy metalowej konstrukcji.

Usłyszała podjeżdżający samochód. Perłowy renault z szyberdachem mrugnął długimi światłami, a ona podbiegła do niego ignorując zaciskający się nagle żołądek. Wsiadła cicho zatrzaskując drzwi. Wymienili blade uśmiechy, dostrzegła błysk satysfakcji w jego oku. Siedzieli chwilę w milczeniu. Dłonie pierwsze rozpoczęły niespieszną rozmowę. Czas, przestrzeń przestały istnieć. Cały świat był zamknięty w blaszanej puszce hatchbacka. Nie słyszeli pierwszych kropli, które rozbijały się o karoserię i malowały lśniące desenie na szybach. Dopiero bębniące rytmicznie strugi deszczu i pojedyncze krople, które przez szczelinę wyszczerbionej uszczelki górnej szyby zebrały się w małą kałużę, wsączały się do ich wypełnionego urywanymi oddechami azylu i lądowały kolejno – na jej nosie, za jego kołnierzem i na jego czole – dały im niemy sygnał, że czas znaleźć inną przystań. 

– Zawijamy się, znam miejsce. – rzucił, nie pytając jej o zdanie. Skinęła głową jakby do siebie, przyzwyczajona do tego, że nie czeka na odpowiedź. Poszłaby za nim na koniec świata, gdyby zechciał. To chciała mu dziś powiedzieć. Podjęła decyzję, myślała o niej od ich ostatniego spotkania miesiąc temu. Toczyła sama ze sobą niezliczone dialogi jak bitwy, w których nie dawała sobie żadnych szans na wygraną, a jednak podejmowała je, przygotowując się na ostateczne rozstrzygnięcie.

 

Wyjechał dynamicznie z bocznej uliczki, skierował auto w Kościuszki, łukiem ominęli centrum, osiedle domków i kamienny mur starego cmentarza. Wydawało się jej, że dostrzegła roześmianych znajomych osłoniętych kurtką, szukających schronienia przed ulewą w bramie najbliższej kamienicy. Oczy jej zabłyszczały, zamrugała szybko i popatrzyła na kierowcę. Sprzęgło, bieg, gaz, hamulec, sprzęgło, redukcja biegu, jego dłoń, smukłe palce, które zdecydowanie obejmowały drążek przekładni biegów. Jego temperament był widoczny w każdym ruchu. Po rytmie, ostrości lub miękkości gestów, skupieniu twarzy, napięciu mięśni przedramienia, które ukradkiem obserwowała, rozpoznawała w jakim jest nastroju, w jakim stopniu jego pragnienie intymności woła o zaspokojenie. Uśmiechnęła się, można uznać, że prowadzenie samochodu to najlepsza gra wstępna jaką kiedykolwiek mieli. Komuś wydałoby się to żenujące, komuś śmieszne, płytkie. Nie uważała tak. Nauczyła się obserwować mowę jego ciała, z niej odczytywała potrzeby. Obrzucił spojrzeniem jej smukłe nogi w czarnych smagłych rajstopach, prawy kącik jego ust mechanicznie się uniósł.

Wyjechał za miasto i zaparkował pod nieczynnym od dawna mostem kolejowym.

– Pamiętaj, by jej powiedzieć – upomniał się w myślach. – Dziś musisz jej powiedzieć. – Jeszcze chwilę zbierał trzeźwe myśli, podczas gdy jego ręce już rozsmakowały się w gładkiej jak jedwab skórze. Nie napotkały śladów oporu. Szyby zachodziły z wolna mleczną mgłą, oddzielając ich od reszty świata… Później rozmawiali o tym co zwykle – znajomych, studiach, wykładowcach, nigdy o sobie nawzajem. Wszystko, co chcieli wiedzieć wyrażały ich ciała. Jego drżenie, nad którym nie zdołał zapanować w momencie zbliżenia zdradzało więcej, niż wszystkie obietnice. Jej urywany jęk i lgnące ciało, muśnięte odbijającą się w stróżkach deszczu na szybie księżycową poświatą, wystarczyło mu za wszystkie wyznania. Przy niej czuł się jak dawny wojownik – zdobywca i podbity w jednej skórze. Czy to sobie wyobraził, czy rzeczywiście wymógł na niej wyszeptaną wprost do ucha przysięgę: „Możesz mnie mieć kiedy chcesz, mój panie”, nie pomny na to, że słowa wołały o wzajemność? Nie pamiętał. A ona poddawała się. Nie wnikał w to – dlaczego. Była dużą dziewczynką. Niejednokrotnie udowodniła, że potrafi o siebie zadbać. Nic jej nie będzie, gdy ją zostawi kolejny raz, na dłużej, na dobre.

Wracał powoli do rzeczywistości. Chłód nocy wdzierał się szczelinami do wnętrza samochodu.

– Wiesz, coś się zmieniło. – zaciął się na chwilę – Ania jest w ciąży i … sama rozumiesz… żenię się. – wyrzucił nieswoim, jak jej się zdawało, głosem. Palce zabębniły głucho po kierownicy. Nie poruszyła się, nie odpowiedziała. Podniósł wzrok by złowić jej, ale oczy miała zmrużone, a twarz zwróconą do zaparowanej szyby.

Nagle dotarły do niej stłumione odgłosy miasta – stara metalowa konstrukcja mostu jakby postanowiła się rozprężyć po latach czekania w osamotnieniu, a na pobliską ulicę wylała się lawa samochodów wracających z drugiej zmiany pracowników pobliskiej fabryki mebli. Potrzebowała natychmiast wysiąść z tego samochodu. Klamka. Trzaśnięcie drzwiami zrywające nić jego głosu.

Weszła do wnętrza mostu. Dźwięki ulicy odbijały się echem jak szczęk zastawy stołowej na niechcianym rodzinnym przyjęciu. Jednym z tych, na którym znasz wszystkich biesiadników, a pomimo tego czujesz się samotnym jak w czarnym tunelu. Ciekawe ilu zbłąkanym duszom ten most dał schronienie? Ilu z nich utulił do snu jękiem przęseł i wygłuszonymi odgłosami życia ulicy? Czuła jak stopy zlepiają się ze starym, popękanym asfaltem rozciągniętym pomiędzy kończynami mostu. On  obejmuje ją swymi mocarnymi ramionami, ona zapada się w ich bezwolnie. Jej serce szukało rytmu serca mostu, integrując wszystkie odczuwalne dźwięki i drgania.

– Chodź już! – wykrzyknął jej wprost do ucha, oprzytomniała. Obejmował ją szczelnie swoim ciałem, chroniąc przed wiatrem i jęczącym mostem. Osłaniał swoją kurtką przed deszczem w drodze do auta. Ulewa nie sprzyjała ani samotnemu staniu tam, ani oddawaniu się rozmyślaniom o konstrukcji mostu. Wsiadła do samochodu ociekając wodą, która bez powodzenia próbowała wsiąknąć w oprawiony w skórę fotel, a jedynie zamoczywszy jego powierzchnię, zbierała się w kątach.

Wyglądała teraz żałośnie – blada i przemoczona do ostatniej nitki. Nie wiedział czy mokre ślady na policzkach to łzy czy krople deszczu. Nie miał w samochodzie niczego czym mogliby wytrzeć przesiąknięte ubrania i włosy. Rękami otarł mokrą twarz i osuszył je o dżinsy. Sięgnął po dłonie dziewczyny by zamknąwszy je w swoich dać im się ogrzać. Trwali tak w bezczasie. Potrząsnęła głową i odrzuciła włosy lepiące się do twarzy. Uwolniła swoje dłonie z uścisku, sięgnęła do gałki radia i pokręciła nią szukając muzyki. Z głośnika popłynął znany utwór Anity Lipnickiej.

 

„Wszystkie mosty

Które miedzy nami

Rozwiesiła noc

Kruszą się jak szkło

W świetle dnia…”*

 

Wytarła wierzchem dłoni kąt szyby pasażera, spojrzała w boczne lusterko. Przygryzła wargę, ale nie mogła powstrzymać nerwowego prychnięcia odnajdując swoje odbicie w kawałku szkła i słowach piosenki.

– Nic nie powiesz?

– A co tu jest do dodania? – odparła obcym tembrem.

– Wiesz, zawsze myślałem, że jak się ochajtam, to oddzielę murem – tam przeszłość, tu teraz.

– To jasne. – zgodziła się, pomagając mu wpasować ostatni kamień do wzniesionej już konstrukcji. 

– Ale wiesz – zawiesił głos i jak rzadko, popatrzył jej w oczy – za tym murem zawsze będzie miejsce dla ciebie.

Zabrakło jej tchu. Siedziała dłuższą chwilę otępiała. – Odwieź mnie do domu. – poprosiła cicho. Próbując zapanować nad drżeniem rąk, położyła je płasko na udach. 

Odczekał chwilę i mruknął. – Jak chcesz. – a jego głos rozpłynął się w warkocie silnika i rytmicznym tarciu wycieraczek o szyby. Płynnie włączył się do ruchu ulicznego. – Zrobiłem to. – wypuścił zatrzymane powietrze i pochwalił samego siebie w myślach.  Poczuł mieszankę ulgi z ukłuciem żalu, którego nie zamierzał zgłębić. Serce tłukące wcześniej jak oszalałe, odzyskało swój rytm.

Patrzyła przez okno auta na niknący zarys mostu kolejowego, pod którym pogrzebała swoje dziewczęce złudzenia.  W tle muzyka grała rzewnie, splatając się z odgłosami solidnej starej konstrukcji wypełniającymi jej głowę. Zostawili za plecami mur cmentarny i centrum miasta zlane doszczętnie strugami deszczu. 

Zatrzymał samochód dojechawszy na miejsce i czekał nie wyłączając silnika. Nie pożegnała się. Ciche trzaśnięcie drzwi rozmyły dźwięki ulewy. Patrzył za oddalającym się i znikającym w bramie domu kształtem dziewczyny. Dotknął mokrego siedzenia pasażera, które gościło jeszcze przed chwilą ciało kochanki. – Pierwszej… zawsze będzie pierwsza, tego nic nie zmieni. – Przeciągnął palcami po włosach. Włączył nawiew i ogrzewanie siedzenia. Oparł głowę o zagłówek fotela i zapatrzył się na bezksiężycowe, zaciągnięte ogromną chmurą niebo.

 

* Mosty, Anita Lipnicka, z albumu: Wszystko się może zdarzyć, 1996.

 

Marzec/kwiecień, 2020

 

Tu przeczytasz moje wybrane miniatury i opowiadania: Toast, Marzenie o zapachu arbuza, Haust ciszy, Spotkanie w parku, PustkaSzum chabrów, Królowa życia, Zimowa opowieść 2019, Schody, Róże na okno, Skala szarości, Rytuał przyjaźni, Szepty.

 

 

Wszystkie prawa zastrzeżone

  • Jarek
    Kwiecień 5, 2020

    Ģłowa pełna marzeń to często zbyt mało…
    Zezłościłem się na „typa”…

  • Il costruttore
    Kwiecień 5, 2020

    Ważnym acz cichym bohaterem tej miniatury jest męska nędza.
    Próbując doszukać linków do innych treści -tych o wojnie, o kryzysie…tu-bardzo plastycznie pokazany obraz kryzysu, który dzieje się od dawna … Jest to kryzys o którym być może nie mówi się w telewizji czy trudno o nim przeczytać na portalach ‚z newsami’ ale jest to kryzys męskiej duszy. Z takiego kryzysu najskuteczniej wyprowadzić na kopach, a w każdym razie w towarzystwie bólu…

    • Olga Bartnik
      Kwiecień 5, 2020

      Dziękuję, że przeczytałeś. Komentarz głęboki i trafny. Pozorna siła użyta kosztem tego, kto ma ze swej natury prawo spodziewać się miłości i opieki, jest faktycznie nędzą. Ci co nie doświadczą stawania się w bólu, niezwykle lekko zadają go innym. Temat niechciany i niepopularny niestety. KC, Olga

  • Anna Stranc
    Kwiecień 6, 2020

    Jak różnymi drogami chadza miłość. Czasem bardzo stromymi i krętymi.
    I co z tym zrobić? Jak ochronić się przed złymi ścieżkami i niewłaściwymi uczuciami?

    • Olga Bartnik
      Kwiecień 7, 2020

      Anna, dziękuję. Nie da się…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *